Adam Mazur
Między snem a fotografią
Ja śnię Dominika Sadowska

W swoich pracach Dominika Sadowska - młoda, zaledwie dwudziestosześcioletnia artystka - podjęła się zobrazowania marzenia sennego. To zadanie arcytrudne zważywszy na kategoryczną różnicę między dynamicznym i ulotnym charakterem snu, a statycznym i nazbyt konkretnym obrazem fotograficznym. Dla dojrzałego twórcy sztuka staje się snem na jawie, zrealizowaną fantazją lub wcielonym marzeniem, pozostając jednocześnie bezpiecznym azylem. Artysta - pisał Zygmunt Freud - tak jak neuropata szuka w świecie wyobraźni schronienia przed smutną rzeczywistością, lecz przeciwnie niż neuropata usiłuje znaleźć drogę powrotu, odnaleźć grunt w rzeczywistości. Owoce jego twórczości, dzieła sztuki są imaginacyjnymi zaspokojeniami podświadomych pożądań, tak samo jak sny. Warto przyjrzeć się uważniej fotograficznym snom Dominiki Sadowskiej. Być może najskuteczniejszym językiem opisu tych prac jest właśnie język objaśniania marzeń sennych.
Fotografie Sadowskiej cechuje delikatność delikatność i wrażliwość podejścia do modeli i do obrazu. Spokojne postaci - harmonijnie, często symetrycznie wpisane w kadr - pozostają zamarłymi w bezruchu alegorycznymi figurami, których znaczenie ukryte jest pod powierzchnią. W oczy rzuca się również pewna nieporadność w warstwie techniki fotograficznej, związana zapewne z ograniczonymi środkami, przeznaczonymi na produkcję skomplikowanych obrazów. W proponowanej lekturze zdjęć Sadowskiej tę ułomność, charakterystyczną przecież dla młodych twórców, potraktować należy jako zaletę, która niczym czynność omyłkowa pozwoli dotrzeć do sedna przekazu serii Ja śnię.
Wszystkie zdjęcia Sadowskiej są kolorowe (to ważne, bo jak wiadomo, nie wszyscy śnią w kolorze) i dzielą się na dwie grupy - przedstawiające kobiety i mężczyzn. Figuratywny charakter fotograficznego snu wart jest podkreślenia, podobnie jak zasadniczy brak narracji - te zdjęcia przedstawiają, ale nie opowiadają. Działając przez kompozycję, kolor, starannie dobrane rekwizyty budują atmosferę, są raczej ekwiwalentem snu niż jego streszczeniem. Centralny motyw tych fotografii to młoda kobieta lub młody mężczyzna, ulegający na niektórych fotografiach podwojeniu (symetryczne odbicie postaci, lustrzany refleks klęczącej dziewczyny, widoczny na gładkim suficie białego kubu). Autorka przedstawia ciała półnagie, częściowo obnażone (rzeźbione torsy mężczyzn w czarnych spodniach), a przez dobór garderoby podkreśla ich erotyczny charakter (wyzywająca bielizna, może z wyjątkiem banalnych białych majtek dziewczyny z kubu). Świadomość bogactwa ikonograficznych nawiązań i zapożyczeń sprawia, że obrazy ożywają, budząc skojarzenia ze sztuką dawną (jak w wariacji na temat boskiego złotego deszczu i Danae) i najnowszą (najbardziej dramatyczne z serii zdjęcie z ptakami). Sadowska rozmyślnie gra z widzem, prowokując gonitwę skojarzeń. Gra jest tylko pozornie niewinna i jednoznaczna. Wraz z kolejnymi skojarzeniami pojawiają się nowe odczytania i znaczenia, coraz bardziej związane z osobą interpretującego. Każde spojrzenie na fotografię - niezależnie od kontekstu i jakości obrazu - zawiera element interpretacji. Interpretacja, podobnie jak objaśnianie marzeń sennych odwołuje się do szczególnego bagażu doświadczeń, który sprawia, że jedne prace nam się podobają, a inne pozostawiają nas obojętnymi. Mechanizm jest prosty, wręcz banalny. Dobrze opisują go słowa cytowanego już wcześniej Freuda: Chodzi o to, że dzieła sztuki, przeciwnie niż aspołeczne, narcystyczne produkcje snów, mogą liczyć na sympatię innych ludzi, budząc i zarazem zaspokajając w nich te same podświadome pożądania.
Zdjęcia Sadowskiej, podobnie jak wszystkie ciekawe prace, nie mają ostatecznego znaczenia, które unieważniałoby wszystkie inne. Nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale żeby go gonić. To sedno marzenia sennego i fotografii.

Fotopozytyw, maj 2004

68_fotopozytyw-52004.jpg