Piotr Grobliński
Dominika Sadowska i jej czernie
Powstałe z przetworzonych zdjęć grafiki, które zbliżają się do malarstwa. Prostokąty smolistej czerni, spod której wyłaniają się twarze - odrealnione, ledwie widoczne, tajemnicze. Prace Dominiki Sadowskiej wymykają się nie tylko wysiłkom zmierzającym do ich zreprodukowania, wymykają się też jednoznacznemu opisowi.
Po wejściu do galerii widzimy na ścianie jedynie drewniane panele, pokryte jednorodnie czarną farbą, tworzące układy po 2, 4, 6 lub 9 elementów. Podejrzewamy powrót minimal artu, aż do chwili, gdy spojrzawszy pod odpowiednim kątem, zauważamy widmowe twarze. Sitodrukowe przeniesienie zrastrowanych zdjęć daje przy odpowiednim dobraniu parametrów efekt wyłaniania się twarzy z mroku? spod wody? z pamięci? Cykl Ślady (na wystawie jest 8 z 11 prac) przedstawia twarze osób z rodziny artystki, choć oczywiście nie sposób rozpoznać konkretnej osoby. Wyglada to trochę na blaknący (nomen omen) odcisk twarzy na płótnie albo pastisz twórczości Opałki - malować kolejne twarze na czarnym tle kolorem za każdym razem o ton ciemniejszym.
Oprócz Śladów na ekspozycję składają się dwa inne cykle. Pierwszy z nich to siedem sitodruków na czarnym papierze, pokazujących twarze kobiet ze stron pornograficznych. Ich udawana ekstaza zyskuje przez przeniesienie w świat innego medium pewną szlachetność.
Najświeższy cykl to twarze aktorek złapane na ekranie telewizora wyświetlającego film. Nie zgrane, ale sfotografowane - Cate Blanchett, Christina Ricci... Tych pięć prac to rzadko spotykany przykład użycia techniki fotopolimeru.
Galeria FF, Łódzki Dom Kultury, ul. Traugutta 18
www.reymont.pl
